Księżycowa Śnieżka
Koniec codziennego nerwowego spoglądania na prognozę.
Sprawa przedstawiała się tak: cały kraj pokryty ciężkimi chmurami, poza fragmentem Dolnego Śląska i... Śnieżką.
W takich okolicznościach plecak sam pakuje się do bagażnika i jedzie ze mną na najwyższy szczyt Karkonoszy.
Faza całkowita będzie przed wschodem słońca, trzeba więc przygotować się na przetrwanie kilkunastopniowego mrozu.
Na szczęście, chociaż to nietypowe, w Domu Śląskim są wolne noclegi.
Równia Karkonoska (fot. Mruk)
Równia Karkonoska w pełni Księżyca (fot. Mruk)
Karkonosze zimową nocą to inna planeta.
Po krótkiej nocy trzeba ruszyć wyżej. Pobudka o 4 rano. Potem powolny marsz w górę, żeby zużyć czas i nie marznąć na szczycie. (fot. Mruk)
Brak wiatru jest niezwykły.
Jeszcze faza częściowa. Coraz bardziej niespokojnie szukam idealnego kadru (fot. Mruk)
Faza całkowita, i mam swój "idealny kadr". Na chwilę zszedł dyżurny obserwator i dowiedzieliśmy się, że jest odczuwalne -17°C (fot. Mruk)
Po Zaćmieniu można spokojnie już się rozejrzeć. Śnieżka jest miejscem z innej planety (fot. Mruk)
Po Zaćmieniu, ale jeszcze nie koniec wrażeń. Poranny brzask jest magnetyzujący (fot. Mruk)
Niestety nie da się zrobić zdjęcia kolorów, jakie przybiera niebo na tej wysokości, ponieważ barwy te są daleko poza gamutem stosowanym w przemyśle.
Faza częściowa. (fot. Mruk)
Faza częściowa. (fot. Mruk)
Jeszcze rzut oka na końcówkę fazy częściowej (fot. Mruk)
Cień Śnieżki (fot. Mruk)
Noc w górach zabiera się ze sobą (fot. Mruk)